czwartek, 15 marca 2012

To be Wild...


Na topie jest ostatnio słówko wild. Ile potrafisz wymienić kosmetyków o nazwie zawierającej ten wyraz? Wild rose, wild orchid... Po namyśle znajdujemy wiele takich. Dzikość jest więc bardzo na czasie. A czy jest pociągająca? Zapytajmy przypadkowego mężczyznę na ulicy o to czy lubi dzikie dziewczyny. Usłyszymy: „Oczywiście!”.  Która nie chciałaby być postrzegana jako dzika? Pociągająca? Seksowna? Może więc wystarczy narzucić cętkowaną mini? I panterkową torebkę?
Hmmm... A może bardziej wild jest dziewczyna w ubłoconych butach pomykająca wśród traw od tej paradującej w skórzanych kozakach po chodniku jednej z najmodniejszych stolic mody? Ta, która zamiast za trendami podąża za własną naturą? Albo taka, która owe kozaki poświęci dla zrobienia świetnego zdjęcia?
Co jest bardziej dzikie? Spiłowane do szpica szpony mające imitować pazury drapieżnika czy krótkie paznokcie, lekko zabrudzone ziemią? Dłonie dziewczyny, która codziennie zbliża się do natury spacerując wśród łąk, lasów i nierzadko kurzu?
Nie jestem sceptycznie nastawiona do bycia w centrum uwagi, jak być może wynika z wpisu. Sama czasem mam ochotę pobyć przez chwilę tą najważniejszą. Tą, na którą wszyscy zwracają uwagę. Ale pamiętajcie, że dzikie zwierzaki lubią polować. A najlepszą metodą polowania jest atak z zaskoczenia poprzedzony długim czekaniem w ukryciu. Bycie na widoku podczas polowania zdecydowanie nie pomaga.





czwartek, 9 lutego 2012

Jak co roku lans na stoku...

... tak właściwie to nie co roku, bo na nartach jestem dopiero pierwszy raz. Białe szaleństwo bardzo mnie wciągnęło. Wydawać by się mogło, że przy kompletowaniu ekwipunku wydam majątek ale nie. Narty i buty z Allegro za 20 i 40 zł, śliczna kurteczka ze sklepu netto i pasujące kolorem spodnie z second handu. Po kilku wywrotkach, niezliczonych siniakach (nie tylko od upadków ;) ) i "nigdy więcej nie włożę nart na nogi" w końcu udało mi się opanować efektowny styl jazdy. Nie brakuje w nim efektów dźwiękowych ("aaaaaaa!!!! jadęęęęę!!!! narty same jadąąąąą!!!!!"). Na szczęście znalazłam cierpliwą osobę, która poświęciła mi swój czas i nauczyła trudnej sztuki zjeżdżania w dół i zatrzymywania się na czas przed zbliżającym się z prędkością 100km/h drzewem. Dziękuję!


Tak wyglądają moje zasłużone (chyba), posesyjne wczasy w Bańskiej Bystrzycy.  A za tydzień będę grzała się w ciepłych źródełkach w Budapeszcie (musiałam się pochwalić!).Sielanka trwająca dwa tygodnie. Wrócę 20 kg grubsza (bo żywię się w McDonald's), poobijana, spłukana i szczęśliwa jak nigdy.



ps. Notka pisana w galerii handlowej w Bańskiej Bystrzycy. W takiej sytuacji jak nigdy czuje się klimat podróży.

ps2. Pierwsze zdjęcie zrobiłam sama, drugim nacieszcie oczy póki możecie, bo ACTA mi je usunie za brak praw autorskich.




środa, 11 stycznia 2012

Pasożytniczy tryb życia

Pewnego dnia zorientowałam się, że swój czas wolny spędzam jak w piosence Maleńczuka.
"Nie mogę leżeć a nie mogę wstać...".
Tak- nudząc się. Jak wiecie z poprzedniego wpisu, uwolniłam się od przesiadywania godzinami na kompie i mam nieco więcej czasu na zrobienie czegoś pożytecznego. Gotowa do działania rozglądam się za twórczym zajęciem. I nic nie znajduję. Nie pozostaje nic innego jak oddać się swojej ulubionej czynności- spaniu.

Pomyślałam ostatnio "Ile można!" i zdecydowałam zmienić w swoim życiu kolejną rzecz. Rewolucję zaczęłam od zakupu nowego zeszytu. Postanowiłam zapisywać w nim pomysły na spędzenie wolnego czasu, które co jakiś czas przychodzą mi do głowy, by w odpowiednim momencie sięgnąć do notesu i zobaczyć co ciekawego jest do roboty. Jeden z pierwszych wpisów dotyczył planowanej od dawna wizyty na cmentarzu Rakowickim  w celu zrobienia nastrojowych zdjęć. Notatkę co jakiś czas uzupełniałam kolejnymi informacjami na temat tego, co chcę zrobić (jakie zdjęcia chcę wykonać, które groby odwiedzić itp). Informacje te sprawiły, że podczas wizyty nie musiałam bezsensownie błądzić w poszukiwaniu ciekawych rzeźb. Pomogły także dopiski typu "wydrukować mapkę". Super! Pierwsze zadanie wykonane (efekty opiszę za niedługo).

Kolejne wpisy w moim cudownym zeszyciku dotyczyły listy zakupów (już nie zapomnę, by kupić szczypiorek!), prezentów jakie planuję kupić, pomysłów na rysunki... Co za wspaniałe odciążenie dla przeładowanego informacjami mózgu! Z czasem utworzyłam także listę filmów, które chcę obejrzeć oraz książek, które planuję przeczytać. Ile razy chciałam obejrzeć jakiś film ale nie wiedziałam co właściwie powinnam zobaczyć. Ile razy w bibliotece miotałam się między półkami nie wiedząc czego chcę.Udało się rozwiązać problem!

Po zakupie zeszytu wpadłam w twórczy szał. Od razu zapisałam kilka stron pomysłami. Teraz, gdy nie wiem co robić otwieram kajecik i czytam: "Dokończyć czapkę na drutach", "Umówić się na kawę z Kasią", "Napisać zaległą notkę na bloga". Już się nie nudzę.

Zeszyt to jednak nie tylko przyjemności. To także lista rzeczy do zrobienia. "Zakupy", "Uporządkowanie notatek", "Egzamin!". Za zrealizowanie konkretnej ilości zadań kupuję sobie drobne (zazwyczaj do 5zł) prezenty. Zazwyczaj są to drobne akcesoria szkolne i biurowe. Opisywany dziś notesik także był nagrodą- za dzielne spędzenie całego dnia na nogach na załatwianiu sprawunków (kto walczył z biurokracją ten wie, że za zdobycie jakiegoś zaświadczenia w NFZ należny się nagroda).

Kolejny dowód na to, że powiedzenie "mała zmiana, wielki efekt" sprawdza się w praktyce. :)

ps.Tytuł tego wpisu to kolejne z powiedzonek mojego taty. Mówi tak o mnie gdy spędzam dzień na kanapie zamiast wziąć się do roboty :)


poniedziałek, 12 grudnia 2011

Walka z koralowcem

Przytaszczone z rodzinnego miasta książki kurzą się na półce. Obok nich sterta niedokończonych rysunków i zaległa praca z angielskiego. Bardzo bym chciała powiedzieć, że nie mam na to wszystko czasu ale to nieprawda. Czasu mam aż za dużo. Ja po prostu zalegam przed laptopem i oglądam na Internecie wszystko jak leci. Kwejk, Demotywatory, Mistrzowie, Komixxy... Przed oczami przelatują marnej jakości obrazki. Żeby było jeszcze śmieszniej spora część dotyczy... marnowania życia przed komputerem. Paranoja.

Bardzo chcę już odejść i wrócić do prawdziwego życia ale jakaś niewidzialna ręka mnie przytrzymuje i każe oglądać kolejne strony shitu (nawet właściciele wspomnianych stron tak to nazywają).

Dość.
Muszę... nie- chcę narzucić sobie dyscyplinę. Sama, bo mama i tata, którzy namawiali mnie zawsze do wyjścia z domu zostali w mieście, które opuściłam. "Prowadzisz osiadły tryb życia. Jak koralowiec!"- zwykł mawiać mój tata (nazywa mnie także leniwcem pięciopalczastym). Zatem... Strony pożerające czas blokuję (oprócz Facebooka, bo to moje 'narzędzie do promowania bloga'; fajna wymówka, prawda?). Zanim siądę przed ekran notuję w punktach, co mam do zrobienia (1. odpisać na maile 2. napisać notkę na elfik777.pl 3. sprawdzić czy poszukiwany prze zemnie krem jest na allegro) i po kolei je realizuję. Gdy wszystko jest zrobione komputer wyłączam.

A zaoszczędzony czas poświęcę na przygotowanie sobie czegoś dobrego do zjedzenia. Muszę- chcę- raz na zawsze skończyć z pożeraniem wszystkiego jak leci przed komputerem. Ciekawe czy w gotowaniu znajdę taką sama przyjemność jak w jedzeniu.

Na razie tyle. Wiem, że to nie dużo ale ale mam świadomość, że zrobiłam mały krok w stronę wolności. Koralowiec odczepia się od rafy i płynie na szerokie wody. :D





ps. Notkę pisałam na papierze (uwielbiam papier!) siedząc na parapecie z kubkiem pysznej herbaty i oglądając krakowski zachód słońca. Warto się oderwać od ekranu.

ps. 2 Zdjęcia powyżej zrobiłam sama. Przedstawiają Zakrzówek (centrum Krakowa jak ktoś nie wie), tereny wokół mojego rodzinnego miasta Brzeszcze i węgierski Balaton.

środa, 23 listopada 2011

Tancereczka

W pewne jesienne popołudnie wybrałam się z Nieśmiertelną do lasu na sesję. Wszystko dopracowane- ubrania, make-up, miejsce. Oto efekty:


















 Taki mój pomysł na popołudnie. Tak jak lubię- rodzinnie (Nieśmiertelna to moja kuzynka), twórczo, śmiesznie ("Skoro mi kazała wyleźć na to drzewo to mnie teraz ściągnij na dół!") i na łonie natury. Tak jest na każdej wyprawie. Pomysłów nie brakuje, choć czasem trzeba się poświęcić dla sztuki i leżeć na liściach gdy Pani Fotograf sobie tego zażyczy :).


sobota, 19 listopada 2011

Spam, spam, spam...

Pisanie notki, staranne dobieranie słów, ciekawy temat, ekscytacja, klikanie 'opublikuj'.
Nerwowe czekanie. I jest! Pierwszy komentarz. Czytanie...
"fajnie, wpadnij do mnie"
Szał!


Mało rzeczy jest mnie w stanie tak bardzo wyprowadzić z równowagi jak tego typu wpisy pod notkami. Ich autor nawet nie próbuje udawać zainteresowania blogiem, na który wszedł. Źle dla niego. Taka treść komentarza sugeruje, że ten, kto go napisał jest osobą nieciekawą. I taka zapewne będzie jego strona. To nie zbyt fajna reklama... Zdaję sobie sprawę z tego, że w czasach gdzie króluje Internet ciężko się wypromować. To jednak nie oznacza, że należy atakować wszystkie napotkane blogi "zachętą" do odwiedzenia!
Zatem, Drogi Spammerze, zanim napiszesz swoją reklamę odnieś się do treści strony, na którą wszedłeś ("cześć, fajny szablon, zapraszam na..." nie wystarczy!), pokaż, że Cie interesuje. Zasygnalizuj, że przeczytałeś to, co jest tam napisane. Wpis "ciekawa notka" pokazuje, że nie masz pojęcia o czym ona jest. Albo, że nie potrafisz sklecić kilku zdań na temat tego co przeczytałeś... To nasuwa myśl, że także Twój blog nie jest warty uwagi.
To śmieszne, że trzeba wklejać tutoriale na temat tego, jak napisać dobry komentarz ale to widać niezbędne: http://ariadnusia.blog.onet.pl/2,ID198172930,index.html



Kolejna sprawa... Ortografia.Gramatyka. INTERPUNKCJA.
Może jestem upośledzona ale nie potrafię rozszyfrować tekstu typu "czesc widzialem twojego bloga fajny mam oytanie  czy moshesz mi powiedziec jak sie rysuje oczy XD XD XD :))) bo nie umiem hehehehe a tak wogule to ciekawe notki mash na tym blogu ;)))) pozdrawiam ;)))) :**** kashiulkaaa".
Niestety nie znalazłam tutorialu "Jak pisać zrozumiałe komentarze. Krótki kurs j. polskiego".
Być może wydaje Wam się, że poprawne używanie zasad naszego pięknego, szeleszczącego języka czyni waszą wypowiedź nudną... Cóż..., ja wierzę, że da się napisać coś luźnego i jednocześnie zrozumiałego. Emotki? Jak dla mnie do przyjęcia. Same literki nie zawsze oddadzą nasz nastrój, bo nie jesteśmy poetami i nikt od nas tego nie wymaga. Ale wtrącanie minek wszędzie i w ogromnych ilościach sprawia, że jesteśmy odebrani jako niezrównoważeni. Niegodni uwagi. Kurs interpunkcji był w podstawówce. Odświeżcie wiedzę. Ortografią zajmie się Windows, który podkreśli to, co jest źle. I już.

Moja notka nie ma puenty. Napisałam ją, by mieć poczucie, że choć trochę przyczyniłam się do walki z hieroglifami. Nadal naiwnie wierzę, że uda mi się zmienić świat wokół siebie na taki jaki chcę.



Raz jeszcze powtórzę: Pozwólcie mi traktować Was poważnie.



poniedziałek, 7 listopada 2011

Freddie M





Za niedługo 20sta rocznica śmierci Freddiego Mercurego i z tej okazji narysowałam go. To screen z teledysku 'I want to break free' ale nieco zmieniony. Wredną tapetę w kwiatki i nieciekawe tło za drzwiami podmieniłam na chmurki i góry, który może trochę kojarzą się z niebem. Chociaż jak tak oglądam ten teledysk to zaczynam mieć wątpliwości czy no jest tym miejscem do którego trafił Freddie. Jego ruchy i siła wyrazu do mnie trafiają. Może dlatego lubię Lady Gagę. Bo na swój sposób go kontynuuje. Nie mam pojęcia czy ona próbuje zwrócić na siebie uwagę czy walczy o to, by każdy mógł wyglądać tak jak chce. W każdym razie jej teledyski to jest show! Tak jak i Queen'u.

ps. Pierwsza piosenka jaką umiałam zaśpiewać to było 'łiło łiło rak ju'. 

ps. 2 Na elfik777.pl wrzuciłam już opis jak powstawała ta praca. W ogóle cieszę się totalnie z nowej strony! Jest przejrzysta, ładna i 100 razy łatwiej pisać mi notki. 

"I'm so excited... na na na"